Dlaczego kupiłem FujiFilm X-Pro1?

Całkiem przypadkowo stałem się posiadaczem FujiFilm X-Pro1. We wpisie chciałbym wytłumaczyć dlaczego zdecydowałem się na, przecież już stary, „niedopracowany” aparat i drugi system.

Na wstępie chciałem zaznaczyć, że w mojej fotograficznej, cyfrowej, przygodzie było już kilka systemów. Poczynając od Minolty, poprzez Canona, Nikona i Olympusa, poznawałem możliwości wielu aparatów fotograficznych. W tym czasie zajmowałem się przeróżnymi dziedzinami fotografii, korzystając z mniej lub bardziej profesjonalnego sprzętu. Chociaż jestem zadowolonym użytkownikiem Nikona, postanowiłem wykonać kilka przyszłych kadrów aparatem FujiFilm X-Pro1.

Dlaczego drugi system?

Powodów jest kilka. Po pierwsze, wychodzę z założenia, że wszystkiego można się nauczyć i do obsługi każdego aparatu da się przyzwyczaić. Fotografia, od technicznej strony, jest prosta. Skoro tak jest, to obsługa aparatu nie może być skomplikowana i tak jest też w tym przypadku. Mamy czas, przysłonę, czułość, no i ze względu na X-Pro muszę do tego dołożyć wizjer, ale o tym później.

Po drugie. Nie korzystam z miliona obiektywów. Do szczęścia potrzeba mi naprawdę niewiele. Poza tym nie widzę problemu w rozdzieleniu ich na poszczególne systemy, zwłaszcza gdy oba systemy maja być wzajemnym uzupełnieniem i będą wykorzystywane w innych sytuacjach.

Po trzecie, no właśnie. Jeśli jeden system nie może mi zaoferować tego co ma inny to przecież nie ma innego wyjścia jak zaopatrzyć się w oba.

Na koniec muszę uczciwie dodać, że tak czy inaczej, potrzebowałem drugi aparat. Zaplanowanych mam kilka zleceń, na których, zbyt wiele bym ryzykował wybierając się tylko z jednym.

Co ma FujiFilm czego nie ma Nikon?

Rozmiar. Teoretycznie można by było na tym poprzestać, ale to by było zbyt proste. Dlaczego mniejsze gabaryty są ważne? Przecież pisałem, że nie jestem kolekcjonerem zbędnych obiektywów/sprzętu, więc ciężar mojej torby mimo wszystko nie byłby ponad moje możliwości, nawet podczas długich wycieczek.

Rozmiar to nie tylko waga, ale też wygoda i przede wszystkim dyskrecja. Z wygody głównie korzysta moja rodzina. Mały aparat mogę zabrać, na plac zabaw, na rower, czy do cioci na imieniny. Dużego po prostu mi się nie chce. Tak, fotografia to nie tylko zlecenia, i fotografowanie pięknych modeli ek, ale to część życia, warto o tym pamiętać.

Doskonale przekonałem się o tym użytkując innego bezlusterkowca, Olympusa OM-D E-M5, co by nie mówić, świetny system, ze świetnymi obiektywami, zwłaszcza uwielbianym przeze mnie Olympus M.Zuiko Digital 75 mm f/1.8 ED. Zresztą jeśli chodzi o komercję to podczas reportażu też znacznie łatwiej manewruje się aparatami, gdy choć jeden  jest mniejszy.

Jeśli już jesteśmy przy reportażach, warto pamiętać, że w 99% nie jest to pozowana fotografia. Mały, niepozorny aparat, nie odstrasza tak bardzo jak duże body, z kilogramowym obiektywem i profesjonalną lampą reporterską. Dzięki temu mamy szanse zrobić naturalne zdjęcie, nie rzadko wchodząc w interakcję z fotografowanymi osobami.  To ogromny atut aparatów pozbawionych „zbędnego” lustra!

Jaki jest mój nowy aparat?

Mały, ładny i prosty, ale to wszystko już wiemy. X-Pro jest pozbawiony lustra, to też już wiemy, ale nie jest pozbawiony wizjera optycznego.

Nie mam zamiaru zagłębiać się w szczegóły. Takie aparatu były już w pradawnych czasach analogowej fotografii więc można o nich poczytać wpisując w googlach np. „aparat dalmierzowy”.  Chociaż FujiFilm to jednak trochę inna technologia, i patrząc przez szybkę widzimy trochę więcej informacji, to jednak to co wykadrujemy nigdy nie będzie wyglądało tak samo przed i po wciśnięciu spustu migawki. Czy to minus? Oczywiście, że tak, ale ja traktuję to jako urozmaicenie, coś co mnie zmusi do wysiłku, do pracy nad kadrem. Dodatkowo często psikusa płata mi dekielek. Biorę aparat, próbuję zrobić zdjęcie, a tu „awaria” autofokusa. Dopiero po chwili przypominam sobie, że patrzę się nie przez to szkiełko, a obiektyw jest zasłonięty. Można co prawda włączyć wizjer cyfrowy, ale on w tym aparacie jest po prostu słaby, poza tym to już nie to samo.

Mój aparat ma też mniejszą matrycę z trochę inaczej ułożonymi pikselami. Jego przelicznik względem małej klatki to x1.5. Jest to jednak dla mnie bez znaczenia, tym bardziej, że tak jak wspominałem, ten aparat jest uzupełnieniem. Zreszta to właśnie ta mniejsza matryca, była jednym z czynników, obok niecodziennego wizjera, która przyczyniła się do takiego, a nie innego wyboru. Słyszałem, że jest magiczna, mam nadzieje, że będę mógł tego doświadczyć na własnych zdjęciach.

Jak i kiedy zamierzam korzystać z nowego aparatu?

Obiektyw. Po pierwsze, chciałem zaopatrzyć się w tylko jeden obiektyw. Sprawa o tyle problematyczna, że używam tylko i wyłącznie obiektywów stało-ogniskowych. Wybierałem pomiędzy 23mm a 35mm. Pamiętając o przeliczniku odpowiednio 35mm i 50mm jeśli chodzi o kąt widzenia przez wizjer w pełnoklatkowym aparacie. Do tego dochodziło światło f2 lub f1.4. Starsza i nowsza, uszczelniona konstrukcja i jeszcze kilka innych czynników.

Ostatecznie wybrałem jasny „standard”, czyli starszy, nieuszczelniony obiektyw 35mm ze światłem 1.4. Założenie końcowe było takie, że na nikonie mam dłużej i krócej, a FujiFilm pozwoli mi zrobić wszystko, wszędzie i o każdej porze, co najwyżej z naciągniętą reklamówką ;)

Podsumowanie

Człowiek dokonuje dobrych i złych wyborów. Jeszcze nie wiem do której grupy zaliczy się mój. Tak czy inaczej jeśli nie będę zadowolony, to może Ty staniesz się posiadaczem opisywanego aparatu, życie potoczy się dalej, a ja napewno na tym nie stracę, ponieważ kupiłem go w bardzo dużej promocji.